Niedziela

02

Harmonia i cierpliwość. Tak w dwóch słowach opisuję nasze niedziele. Nie zawsze jest rosół na stole. Dzisiaj na przykład były kopytka z manną i zielonym pesto. Swoją drogą fenomenalne! Zrobione przez małe rączki smakowały najlepiej na świecie. Zawsze jest dużo spacerowania, bo my jesteśmy z tych, którzy wolny czas spędzają w polu i w parku, nie w galerii handlowej. Generalnie to mieszkając w Niemczech nauczyłam się zakupów w niedzielę nie robić. W moim małym, malowniczym miasteczku nad Renem w niedzielę czynne były wyłącznie restauracje i stacje benzynowe. I dało się tak zorganizować, by w niedzielę nam niczego nie brakowało.

Niedziela mojego dzieciństwa to Msza Święta i mięso na obiad. To mięso wspominam szczególnie, bo go nie znosiłam. Do dwudziestego roku życia nie jadłam miejsca, a jak się mama uparła, że jednak chce abym je zjadła to siedziałam tak długo nad talerzem aż straciła cierpliwość. Jako dziecko upychałam niedzielne kotlety w piecu, wpychałam w fotel albo karmiłam nimi psa. I żyję. To dlatego nie zmuszam do jedzenia mięsa moich dzieci. Maciek je z apetytem, Lenka miała ostatnio dwumiesięczną przerwę podczas której na jej kanapkach zamiast szynki lądował ser z ogórkiem albo dżem. Nie naciskałam, nie prosiłam, karmiłam tym, co wybierała. I obu nam z tym było dobrze. Mam świadomość, że zmuszanie przynosi całkiem inny efekt od zamierzonego.

A wracając do niedzieli to polska smakuje rosołem i schabowym w panierce. Nasza pachnie świeżym powietrzem, smakuje całusami i szeleści jesiennymi liśćmi. Strasznie ubolewam na tym, że po naszej stronie wsi w zasadzie nie ma drzew, nie licząc tych na prywatnych ogrodach. Mamy jedno ulubione, samotnie stojące w polu, chodzimy do niego tak często, że zdążyłam policzyć, ile kroków potrzeba aby się przy nim znaleźć. Aby zobaczyć prawdziwą złotą, polską jesień zabieramy dzieciaki do pobliskiego parku. Park w Szczodrem jest stary i szalenie malowniczy, to pozostałość po dawnym przypałacowym ogrodzie krajobrazowo-botanicznym. Lubimy tam jeździć rowerami, lubimy spacerować, grać w szachy a każda wizyta zawsze kończy się na placu zabaw.

Z niedzielą kojarzy mi się też odświętny strój, wypastowane buty, idealny makijaż i fryzura, którą poprzedzała sobotnia wizyta w salonie fryzjerskim. Moje dzieciństwo pachnie też tym zapachem. Zapachem szamponów, odżywek i płynu do trwałej. Sama jako mama na spacery w parku ubieram się przede wszystkim wygodnie. Nigdy nie będę mamą, która z nogą założoną na nogę siedzi na ławce przy placu zabaw. Nie założę szpilek do parku. Nie założę obcisłej sukienki. No, chyba że wybieram się tam sam na sam z mężem 😉 Dzieci są w tej kwestii bezkompromisowe. Mama ma być ubrana tak, by mogła wejść z nimi na ślizgawkę, wspinać się po drabinkach, bujać na koniku i huśtać na huśtawce, dlatego mama na poniższych zdjęciach pomimo niedzieli ma na sobie strój sportowy.

Podpytywałam Was o bluzy. Ostatecznie dzięki podpowiedzi jednej z koleżanek postawiłam na bluzy Denley i powiem Wam, że to był strzał w dychę. Bluzy są rozpinane, z kapturem, ze ściągaczami, bardzo porządnie uszyte i tak ciepłe, że nawet w najchłodniejsze dni nie będzie Wam w nich zimno. Spaceruję w tych bluzach z psem, spaceruję z dziećmi, sprzątam w nich w ogrodzie i mimo wielu już prań sprawdzają się znakomicie. Wybrałam szarą i granatową. Zamówię jeszcze jedną w odcieniu fioletu – klik! Podoba mi się to, że kaptur ma regulację, więc największe wiatry mi nie straszne, a wiatr w polu gwiżdże u nas konkretnie. No i przede wszystkim bluzy te zaskoczyły mnie jakością w stosunku do ceny. Uważałam, że za te pieniądze to pewnie po kilku praniach będą się nadawały co najwyżej do sprzątania, a ja znów będę poszukiwała bluz. Tymczasem chodzę, piorę, suszę w kółko i są nie do zdarcia, dlatego polecam.

02

4

5

6

7

8

9

99

999

9999

99999

Mama ubrana w:

bluzy – Denley.pl

kurtka – Regatta

ocieplane spodnie dresowe – fasardi

buty – Aldo

chusta – Oriflame

Synek:

kurtka – Geox

spodnie – H&M

buty – Catepillar

czapka – Pepco

chusta – Oriflame



There are 23 comments

Add yours
  1. oxinspirationxo

    Denley fajna firma. Moja niedziela, we wspomnieniach, pachnie rosołem i ciastem. U mnie nie zawsze jest teraz rosół, ale ciasto tak 🙂 Rytuały dają nam wspomnienia, a ja chcę aby moje córki kojarzyły niedzielę z zapachem świeżego, smacznego ciasta.

    • Elwira

      Oj ja dziś też piekłam piernikowe muffinki i zapomniałam zupełnie posłodzić 😀 Cóż.. jutro to w thermomixie zmielę i jakieś dno do jaglanego kremu powstanie 😀 Rozkojarzona jestem ostatnio potwornie.

  2. Madame Giussani

    Czekam z niecierpliwością na takie niedziele. 🙂 Jeszcze trochę, i też z córeczką i mężem będziemy cieszyć się z tych pięknych chwil. 🙂

  3. Iza - Kobieca Strona Mamy

    Brawo za podejście! Twoje dzieci mają super mamę:) A co do niedzieli – u nas nigdy nie ma obiadu, bo mąż wychodzi z założenia, że to czas, który spędzamy wspólnie, a nie w kuchni przy garach 😉 Kocham go za takie podejście <3 A dzięki temu zyskujemy leniwe, rodzinne niedziele – przeważnie w dresach i włosach spiętych w kucyk, żeby nie przeszkadzały 🙂


Dodaj komentarz