Z dziećmi podróże małe i duże: Kraków

kraków dziedziniec z dziećmi

Jak już wiecie uwielbiamy podróżować. Jako rodzice trójki dzieci mamy oczywiście kilka patentów na to, by te mniejsze i większe wyprawy przebiegały sprawnie i bezkonfliktowo. Pierwszym z nich jest znalezienie miejscówki sprzyjającej rodzinom z dziećmi. Nad morzem przychodzi to nam bez trudu. Gorzej, gdy za cel podróży wybieramy duże miasto. Okazuje się, że choć hoteli tam często nie brakuje to nie wszystkie nastawione są na małych gości. Są hotele stricte biznesowe, są tańsze opcje dla studentów, a wśród wielu wygooglanych, obdzwonionych i sprawdzonych jest też jeden, który szczególnie chcę Wam polecić, jeśli właśnie wybieracie się do słynącego z bajgli, obwarzanków i precli Krakowa.

Zacznijmy jednak od początku i zastanówmy się, po co w ogóle wybierać akurat Kraków? Co jest w nim szczególnego, że zapisał się tak barwnie na mapie Polski? Co warto tam zobaczyć, a co okazało się kompletną klapą? No i przede wszystkim, gdzie spać, by się dobrze wyspać? Gotowi na wyprawę? To zapraszam do lektury!

Dlaczego warto pokazać dzieciom Kraków?

Obstawiam, że ile ludzi tyle padłoby odpowiedzi na to pytanie. Nas przyciągnęły tam dwie atrakcje. Pierwszą była wizyta u przyjaciół, którzy to zwykle odwiedzają Wrocław, ale z uwagi na stan błogosławiony w którym znajduje się Mama z wyboru, tym razem role się odwróciły. Fajnie było wyczochrać ich czarnego kota, zwiedzić osiedlowe place zabaw, plotkować z Elą na ławce i patrzeć jak się nasze dzieci cudnie bawią podczas, gdy mężowie dzielnie wozili i usypiali (z sukcesem) Hanię.

Drugą atrakcją był oczywiście smok. Ten z bajki! Bajkę nasze starszaki uwielbiają i znają na pamięć. Audiencję u smoka zaliczyliśmy dopiero trzeciego dnia, ponieważ wcześniej skutecznie przeszkadzała nam w tym pogoda. Dopchać się do potwora nie było łatwo, bo wraz z pojawieniem się słońca na niebie, na Wawel przybyły tłumy turystów. Nie przeszkodziło to jednak Lence wdrapać się i pozować niczym prawdziwa modelka:

Maciej zdecydował się na przyjaźń z pluszowym smoczyskiem, dzięki któremu codziennie możemy wysłuchiwać hejnału i wciąż czuć się jak w Krakowie: Barbakan, Brama Floriańska, czy gotycki ołtarz w Kościele Mariackim, choć są topowymi celami podróży wielu turystów, na naszych starszakach nie wzbudziły wielkiego zainteresowania.Kopalnię Soli w Wieliczce i Muzeum Holokaustu w Oświęcimiu z braku czasu zostawiliśmy sobie na później. Przy czym Wieliczka będzie pierwszym celem kolejnej wycieczki, a Oświęcim z wiadomych względów trochę dłużej na nasze dzieci będzie musiał poczekać.

Zwiedzanie Krakowa z dziećmi 1-7

Jeśli jesteście mamą trójki to i roczniak Was nie powstrzyma od zwiedzania, a starszaki jedynie motywują do ruszenia tyłka z kanapy. Moje robią to nad wyraz skutecznie, więc jak tylko zaświeciło słońce udaliśmy się także na rynek. Tam Lenkę oczarowały głównie konie, Hanię urzekły gołębie, które Maciej ku radości młodszej siostry postanowił karmić i szkolić.

W sercu Krakowa okazało się, że pan z informacji turystycznej nie ma zielonego pojęcia, gdzie można przewinąć dziecko. Honor miasta uratowała jedna z aktywnych kelnerek restauracji Sioux, która poza dobrą kuchnią oferuje przytulne wnętrza i przewijak w kowbojskiej toalecie. Szybka akcja i mogliśmy kontynuować zwiedzanie udając się w kierunku sukiennic. Tymi najbardziej zachwycał się eM. Uwaga dzieci skierowała się jedynie na straganach. Po przejściu rynku wzdłuż i wszerz rozpoczęliśmy poszukiwania deseru. Tym sposobem miałam okazję spróbować fantastycznych różanych pączków na ciepło, których smak pamiętam do dziś. Reszta ekipy wybrała lody. Wszystko w locie, bo przecież dnia by nam zabrakło, a tu czekają jeszcze Wioski Świata do których dojechaliśmy o 15:50 by pocałować klamkę 🙁

Co rozczarowało nasze dzieci w Krakowie? Czego im tam zabrakło?

Wielokulturowy tłum i natłok zabytków nie przypadł do gustu naszym milusińskim. Wawel specjalnie ich nie zachwycił choć mamuśka z tatuśkiem stawali na rzęsach, by tak było. Nad pomnikiem wieszcza także się specjalnie nie pochylili. Zabrakło im za to baniek mydlanych i balonów. Każda wizyta we Wrocławskim rynku to bańkowe szaleństwo. Każda to miliony próśb o nowy balon z helem. A tu ani jednej bańki ani balonika. Dobrze, że dla odmiany mnóstwo mimów, koni i gołębi skutecznie uprzyjemniało nam tę wizytę 🙂

Zdecydowanie nie dopisała nam też pogoda. Następnym razem postaramy się jechać bardziej spontanicznie, bo planowanie z wyprzedzeniem tym razem nie wyszło nam na dobre. Dwa z trzech dni lało od rana do wieczora, więc Wawel podziwialiśmy jedynie z hotelowych okien.

A jeśli o naszym miejscu noclegowym mowa to przygotowałam Wam również zestawienie i krótki opis, gdzie według nas warto nocować obierając za cel podróży Kraków. Nawet w niepogodę widok z pokoju rekompensował wszystko! Gdzie i za ile można nocować w Krakowie?

Opcji macie mnóstwo i w zależności od tego, czy jedziecie z rodziną czy sami oraz jaką kwotę jesteście w stanie na to przeznaczyć, decydować się możecie na wynajęcie pokoju gościnnego, apartamentu, hostelu lub hotelu. Te pierwsze można znaleźć już za 20zł/dobę/osobę. Za pokój 2-osobowy w zależności od lokalizacji i standardu zapłacić musicie w granicach 200zł.

Z uwagi na to, że krakowskie drogi w wielu miejscach są właśnie remontowane, warto zapoznać się wcześniej z mapą stref parkowania. Mój mąż jako nasz kierowca wiele razy przeklinał tamtejsze rozwiązania drogowe i stwierdził, że Wrocław w tej kwestii jest zdecydowanie bardziej przyjazny turystom. Ciekawa jestem, czy nasi krakowscy Czytelnicy to potwierdzą? 🙂

Nocleg w Krakowie sprzyjający rodzinom z dziećmi

Hotel na jaki się zdecydowaliśmy z uwagi na nasze wesołe trio musiał być w bardzo komfortowej lokalizacji. Zależało nam, by móc na pieszo dotrzeć do rynku i nie stracić fortuny na parkingi. Już raz nie wzięliśmy tego pod uwagę i do dziś pamiętamy sumę kwot na jakie opiewały bilety parkingowe. Wbrew pozorom po kilku godzinach i przemieszczaniu się po mieście zbiera się z tego pokaźna suma. Novotel Kraków Centrum na który postawiliśmy zwiedzając Kraków był w tej kwestii strzałem w dziesiątkę. Z okien pokoju podziwialiśmy Wawel, wszędzie było „rzut beretem”, więc mniejsze i większe nóżki były zadowolone.

Dokonując rezerwacji wybraliśmy opcję dwóch pokoi między którymi były drzwi, w naszym przypadku na stałe otwarte. Dawało to komfort bycia razem podczas, gdy dzieci spały za ścianą. Mogliśmy spokojnie palić światło, oglądać telewizję, czy rozmawiać do późnych godzin wieczornych, a zmęczona atrakcjami ekipa smacznie spała za ścianą. Posiadanie dwóch łazienek w przypadku wielodzietnej rodziny to również duży atut. Nasza najstarsza gwiazda, gdy tylko odkryła, że ma suszarkę na wyciągnięcie ręki – codziennie myła i suszyła włosy 🙂 Młodsza ukochała sobie kabinę prysznicową i wykorzystywała każde niedomknięcie łazienki na ucieczkę pod prysznic 🙂

W każdym z pokoi znajdowało się komfortowe łóżko małżeńskie, a obok niego stworzona była mała strefa relaksu – bardzo wygodny szary fotel. To utwierdziło nas w przekonaniu, że podobny model musi wreszcie stanąć w naszym salonie. Na przedpokoju do dyspozycji gości znajdowała się pojemna szafa, tuż obok barek z ekspresem do kawy, a ta każdego dnia ratowała matce życie. W cenę pokoju wliczone było również smaczne śniadanie w formie bufetu szwedzkiego.

Pozytywnie zaskoczyła nas obsługa hotelu. Począwszy od recepcjonistów, po kelnerki, które po wejściu do restauracji od razu organizowały nam krzesełko do karmienia dla Hani i pomagały starszakom nakładać sobie śniadania na talerz. Hitem okazały się na bieżąco smażone gofry z owocami i możliwość wiecznej dolewki świeżo wyciskanych soków. Nawet nasz rodzinny niejadek – Lena – wychodziła ze śniadania z pełnym brzuszkiem.

Na medal spisały się również Panie pokojówki sprzątające nasze pokoje. Jak się domyślacie, miały pełne ręce roboty, ale czyniły to tak dyskretnie i dokładnie, że byłam pełna podziwu dla ich pracy. Nie sposób ich pominąć w artykule.

Kiedy Hania udawała się na drzemkę, ja rozsiadałam się na wygodnym fotelu i sięgałam po książkę albo z filiżanką gorącej kawy stawałam przy oknie i zbierałam myśli spoglądając na Wawel. Starszaki z eM. w tym czasie korzystały z atrakcji hotelowych. Odwiedzały ogrzewany basen i jaccuzi. Wieczorami była zamiana. Nad śpiącą Hanią czuwał eM. a ja ze starszakami szalałam w strefie dla dzieci znajdującej się przy restauracji, która serwowała wyśmienite dania i była dostępna dla gości do późnych godzin wieczornych. Stali Czytelnicy mogli podglądać czas tam spędzony na naszym instastories.

Fakt, że na nocleg wybraliśmy miejsce faktycznie, a nie tylko z nazwy sprzyjające dzieciom pomógł nam przetrwać niepogodę. Doskonała lokalizacja pozwoliła na piesze wędrówki i była idealną bazą wypadową do krakowskiego rynku. Trzy dni to zdecydowanie za mało, by zobaczyć Kraków, więc z pewnością jeszcze nie raz tam wrócimy i wówczas bez wątpienia również zdecydujemy się na Novotel. Mam nadzieję, że pogoda nam wówczas bardziej dopisze i będziemy mogli dodatkowo skorzystać z hotelowej wypożyczalni rowerów, aby sprawdzić, jak zwiedza się miasto z punktu widzenia rowerzysty.

Dajcie znać, jakie jest Wasze podejście do podróżowania z dziećmi? Są przeszkodą, czy inspiracją? Jak radzicie sobie w podróży i na co zwracacie uwagę rezerwując nocleg? Jestem ogromnie ciekawa Waszych doświadczeń i czekam na rekomendacje. Nasze kolejne cele podróży to Poznań, Gdańsk i Zakopane.

A o innych wyprawach zabieganej rodziny możecie przeczytać m.in. tutaj:

Kazimierz Dolny

Karpacz

 

 

 

 

 

 

 



There are 8 comments

Add yours
  1. Olga

    SUper wypad;) Tęsknie za ciepłymi dniami. Teraz pozostaje nam planowanie podróży z mapką zdrapką . W zimę może uda się wyrwac na parę dni w jakieś cieplejsze miejsce 🙂

  2. Shana Cross

    Uwielbiam podróże! Kraków odwiedziłam wiele lat temu, a te zdjęcia są tak kuszące, że będę musiała w najbliższym czasie wybrać się tam ponownie 🙂
    PS. Świetne dzieci i piękna mama – fotki ogląda się z przyjemnością 🙂


Dodaj komentarz