Jednym tchem: ANIA

22641928_1608782049143027_1019561438_o

Wypatrzona w bestsellerach Świata Książki w niedzielne przedpołudnie. Przeczytana jednym tchem. „Ania” Grzegorza Kubickiego i Macieja Drzewickiego to biografia w której mamy okazję poznać i powspominać Annę Przybylską taką, jaką chciała być zapamiętana, jaką pamięta ją jej mama, o jakiej będzie opowiadać wnukom. Anię zupełnie inną niż przedstawiały media.

Łukasz? Karolina? Anna!

Książkę rozpoczyna rozdział opisujący czasy tuż przed pojawieniem się Anny Przybylskiej na świecie. Wiecie, że miała być chłopcem, a jak już okazała się dziewczynką to miała zostać Karoliną? Babcia jednak twierdziła, że „Karolina dupę wypina”. W tamtych czasach na listach przebojów królował utwór „Anna Maria”, więc imię to należało do tak popularnych jak dzisiaj Lena, czy Hanna. Ostatecznie idąc tym tropem starsza siostra nazwała ją Anią.

Wielkie oczy, charakterystyczny głos, fałszowanie i rower

Oczy Ania miała takie, że można w nich było zatonąć. Z nimi wiąże się pierwszy filmowy kadr w jej karierze. Reżyser Radosław Piwowarski twierdzi, że dla tej jednej sceny warto było „Ciemną stronę Wenus” nakręcić.

Miała też specyficzny głos, nie do końca pasujący do kobiecej reszty. Do tego nie potrafiła śpiewać, ale nie przeszkadzało jej to zupełnie i od lat przedszkolnych wyśpiewywała na głos „Józek nie daruję Ci tej nocy!” wracając do domu i maszerując po klatce schodowej. Pięknie jej wspólny występ w książce wspomina Andrzej Piaseczny, któremu dane było się z nią znaleźć na wspólnej scenie i który do dziś śpiewa „Pogodniej (Złoty środek)” na każdym swoim koncercie.

Za to aktorką była wyjątkową i choć scenariusza, który specjalnie z myślą o niej napisał i podarł już po śmierci  Krzysztof Jaroszyński, nie udało się wdrożyć w życie to zapamiętamy ją jako Marylkę ze „Złotopolskich”, Karinkę z „Daleko od noszy”, czy Karolinę z „Klubu szalonych dziewic”. Zapamiętamy jako najpiękniejszą Polkę, która jako nieliczna przez prawie dekadę była ambasadorką i twarzą marki Astor w Polsce, a od 2006r. w Europie. Zapamiętamy przede wszystkim jako mamę trójki dzieci, które były dla niej całym światem.

Perfekcyjna pani domu

Uwielbiała biały kolor, wszystkie jej mieszkania były białe i wręcz wylizane do czystości. Zdarzało jej się korzystać z pani do sprzątania, ale w większości przypadków sama realizowała się w roli perfekcyjnej pani domu. Sprawiało jej to przyjemność, podobnie jak lepienie pierogów z kapustą i grzybami przed Wigilią. Wyobraźcie sobie, że nawet, gdy była już w trakcie chemii, słaba na maxa, to wstawała choć na chwilę z łóżka by rozładować zmywarkę, robiła porządki w szufladach i szufladkach a w szpitalu sama sprzątała łazienkę, zamykając ją wcześniej by nie urazić tamtejszej sprzątaczki.

Jogging, spacery i rower

To była jej codzienność z dziećmi. Dla niej nie było nigdy złej pogody. Ubierała maluchy na cebulkę i szła przed siebie. Ciężko ją było dogonić. Wstawała zawsze o 5:00, by zaliczyć poranny jogging, kupić świeże pieczywo i prasę, powitać najbliższych domowym śniadaniem, a następnie odwieźć do szkoły i przedszkola. Rodzina zawsze była dla niej na pierwszym miejscu, a dom azylem do którego nie wpuszczała prasy ani telewizji. Dni, w które nie pracowała, były do siebie bardzo podobne i mocno przypominały harmonogramem dni zwyczajnych matek. To dlatego Ania kojarzyła nam się z dziewczyną z sąsiedztwa. Nigdy nie gwiazdorzyła, była naturalna i prawdziwa. Za to kochały ją tłumy.

Nowotwór trzustki

Przyznam, że tej części książki bałam się najbardziej. Nawet z punktu widzenia choroby i śmierci zastanawiałam się trzy razy, czy chcę tę książkę kupić. Ostatecznie okazało się, że biografia jest tak dobrze napisana, że nie ma w niej rozwodzenia się nad chorobą. Z resztą myślę, że nie ma ani słowa więcej nad to, co sama Ania chciałaby czytelnikom przekazać. Uszanowano jej prywatność i choć finał był smutny, ponieważ skończył się przegraną walką o życie to Ania jest tu przedstawiona bardzo pozytywnie.

Książka dająca kopa!

Podobnie jak Ania mam 35 lat i trójkę dzieci. Książka uświadomiła mi jeszcze bardziej, jak istotne są badania kontrolne. Zalazłam na nie już miejsce w swoim kalendarzu. A Ty?

 

 

 

 

 



There are 15 comments

Add yours
  1. Magdalena F.

    Uwielbialam pania Anie. Przeczytania ksiazki mam w planach. Cudowna osoba, piekna I zdolna. A najwazniejsze, ze pomimo kariery nie Bala sie zalozyc rodziny. Ogromna szkoda, ze juz jej z nami nie ma 🙁

  2. Aniela M

    Szczerze mówiąc, bałam się tej publikacji; tego, że Anna Przybylska zostanie przedstawiona (wzorem częstych medialnych doniesień) jako ideał i posągowa postać – co tak bardzo przecież kłóci się z wizerunkiem pełnej radości życia, pasji i dystansu do siebie samej dziewczyny z chochlikiem w oku, a potem pewnej swojej kobiecości silnej osobowości – tylko i aż.
    Na szczęście- obawy się nie sprawdziły.
    To szczera i prawdziwa historia, w której Ania jest i zbuntowaną córką, kumpelą, z którą można konie kraść i zakochaną nastolatką; nieśmiałą debiutantką przed ekranem i osobą, która cała sobą angażuje się w działania na rzecz innych.
    Jest po prostu dziewczyną/kobietą ze swoimi wadami i zaletami.
    Polecam także – i proszę się nie bać się ‚trudnych tematów’ – one oczywiście się pojawiają, ale towarzyszy im także wiele chwil radości – jak w życiu.

  3. Beata Kandzia

    Zapowiada się ciekawa książka, bo też Ania była wspaniałą osobą i myślę, że warto byłoby ją poznać bliżej, zaczytując się w tej lekturze 🙂 O książce tej jest ostatnio głośno, spogląda ona z wystawowego okna mojej księgarni, jak i z tych internetowych, więc chciałabym mieć ją też w swoich czytelniczych dłoniach 🙂


Dodaj komentarz